luka hossy z dolną granicą przy 26,2 tys. pkt. Teraz jesteśmy 700 pkt wyżej.
Można zakładać, że inwestorzy w Polsce i na świecie z odważniejszymi decyzjami zaczekają na to, czy S&P 500 przełamanie październikowe minimum. To wyzwoliłoby kolejną falę globalnej wyprzedaży. Wczoraj ten indeks pokonał barierę 895 pkt i zbliżył się do październikowego dołka. Można zakładać, że zostanie on przełamany i indeks ruszy w stronę dołków internetowej bessy, wypadających w strefie 777- 800 pkt. Powód słabych nastrojów jest ten sam, co w poprzednich dniach. Rynek dyskontuje to, że nie uda się zrealizować zakładanych na IV kwartał tego roku i cały przyszły rok prognoz zysków dla amerykańskich spółek. Trudno odmówić racji takiemu działaniu. Nie chodzi tylko o festiwal ostatnich ostrzeżeń firm, że nie spełnią obietnic. Szacunki były przygotowywane na podstawie bardziej optymistycznych scenariuszy dla amerykańskiej i światowej gospodarki niż są one obecnie. Konieczne jest więc
dostosowane prognoz analityków do założeń wystąpienia globalnej recesji i największych kłopotów gospodarczych od dziesiątek lat.
To, że inwestorzy wybiegają myślami w przyszły rok jest na dłuższą metę korzystne. Pozwala oczekiwać, że w ruchu zniżkowym zostanie zdyskontowana gorsza przyszłość i w efekcie nawet gdy tak rzeczywiście będzie, nie wpłynie to na koniunkturę giełdową. Tego dotąd w obecnej bessie nie mieliśmy i przez to coraz bardziej się ona napędzała. Utrata wiary w lepszą przyszłość jest punktem wyjścia do szukania twardszego dna.
Wciąż zła wiadomości napływają ze strefy euro. Wczoraj rozczarowała produkcja przemysłowa Eurolandu, dziś słabo wypadł niemiecki PKB za III kwartał. Warto też zwrócić uwagę na rozczarowujące wiadomości z Chin, gdzie październikowa produkcja przemysłowa zwiększyła się jedynie o 8,2%, mniej od najbardziej pesymistycznych prognoz.