Pod znakiem zapytania stanął scenariusz zakładający zbliżanie się rynków giełdowych do twardego dna. S&P 500 runął wczoraj poniżej dołków bessy internetowej z lat 2002-2003. Katalizatorem były znów zawiedzione nadzieje na pomoc, tym razem dla branży motoryzacyjnej.
Napływające dane potwierdziły, że mamy do czynienia z sytuacją znacznie gorszą niż w czasie poprzedniej recesji w USA. Dotyczyło to zarówno liczby nowych bezrobotnych, jak i wskaźnika aktywności przemysłu. Pojawiły się też szacunki dotyczące potrzeb kapitałowych amerykańskich banków, które podliczono na 1,2 bln USD.
Dopóki S&P 500 nie zdoła wrócić ponad przełamaną strefę 777-800 pkt ostatnie dane należy traktować jako zapowiedź dalszych zniżek. Skala tegorocznego spadku jest ogromna, ale musimy pamiętać, że mamy do czynienia z nadzwyczajnymi wypadkami. Chodzi głównie o proces delewarowania światowej gospodarki, którego konsekwencje są trudne do oszacowania, a tym samym niełatwo jest ocenić negatywne skutki tego procesu dla rynków finansowych. Niekorzystny jest też stały dopływ negatywnych wiadomości, które nie pozwalają inwestorom odnaleźć światełka w tunelu.
Oprac. na podst. Expander